Koniec świętej wojny, który nie nastąpił. Pojednanie kibiców po śmierci Jana Pawła II
Tomasz Kwietniewski · · 26 min czytania

Nota archiwalna
To jest praca, którą napisaliśmy w czwórkę na studiach, jesienią 2006 roku. Wisiała przez lata na Google Sites - platformie, która kiedyś po prostu zniknie. Przenoszę ją tutaj w całości, bo szkoda by było, gdyby przepadła.
Tekst jest oryginalny, poprawione zostały wyłącznie literówki. Nowe są tytuły sekcji, wykresy oraz komentarz, który dopisałem na końcu - żeby dało się to czytać dwadzieścia lat później. Dlatego wpis ma datę oryginału, a nie datę przeniesienia na stronę; na blogu pojawił się w sierpniu 2026 roku.
Jedno zastrzeżenie: w oryginale były zdjęcia prasowe z kwietnia 2005 bez podanego autora i licencji. Nie przenoszę ich - wszystkie grafiki poniżej są zrobione od zera.
Okres po śmierci Jana Pawła II był w Polsce szczególnym czasem. Mogliśmy wtedy obserwować „magiczne" wydarzenia. Nagle w ciągu tych kilkunastu dni Polacy jakby zwolnili, zaczęli się zastanawiać więcej, głębiej nad swoim życiem, nad końcem życia, nad tym jak żyją. Okazało się, że atmosfera tych dni udzielała się nie tylko osobom wierzącym, ale wszystkim Polakom. Ludzie zaczęli zadawać sobie pytania... Dokąd zmierza moje życie? Jaki jestem dla moich bliskich? Jak odnoszę się do bliźnich? Co mogę zmienić w swoim życiu na lepsze?
W naszej pracy chcielibyśmy zastanowić się, czy taki nastrój ogarnął też kibiców, bardzo specyficzną grupę społeczną? Czy to co w kwietniu 2005 roku wydarzyło się w tym środowisku można nazwać ruchem społecznym? Na początku należy przyjrzeć się „kibicom" jako grupie. Kibica można zdefiniować jako osobę, która interesuje się sportem i wspiera, dopinguje ulubiony klub. Jednak nie jest to grupa jednorodna, a wręcz przeciwnie jest bardzo zróżnicowana wewnętrznie. Niewątpliwie potrzebna będzie w tym miejscu krótka charakterystyka środowiska kibiców w Polsce.
Część I - Kto stoi na trybunach
Cztery grupy, jedna nazwa
Wśród zainteresowanych sportem można wyróżnić cztery grupy. Pierwszą i niestety bardzo istotną w Polsce, choć nieliczną, są chuligani, następną „ultrasi" - grupy zajmujące się organizacją i prowadzeniem dopingu oraz oprawami meczów (flagi, choreografie z kartoników, race, widowiska pirotechniczne itd.), trzecią kibice zaangażowani (mocno przywiązani do klubu, czasem o szowinistycznym nastawieniu, włączający się w doping, często oglądający mecze na stadionie, mało agresywni), a czwartą kibice okazjonalni, którzy na meczu pojawiają się „od święta", raczej śledzą wydarzenia sportowe w mediach i to też niekoniecznie regularnie.
Środowisko kibiców w Polsce. Wielkość kół obrazuje liczebność, nie jest skalą. Chuligani to grupa najmniejsza, ale zachodząca na pozostałe i - jak opisujemy dalej - dysponująca realną władzą nad trybunami. Awanturnicy nie są osobną grupą: rekrutują się spośród ultrasów i kibiców zaangażowanych.
Pewnym wymykającym się klasyfikacji zjawiskiem są „awanturnicy", wandale, charakteryzujący się dużym poziomem agresji, głupoty i niedojrzałości. Są to osoby, które chętnie włączają się do bójek czując siłę tłumu, ale tak naprawdę unikają starć fizycznych. Wykazują się natomiast dużą „odwagą" w walce z... przedmiotami martwymi jak krzesełka, przystanki autobusowe, szyby samochodowe, witryny sklepowe itd. Rekrutują się spośród „ultrasów" i kibiców zaangażowanych. Dla naszej analizy jednak ważniejsze jest skupienie się na aspekcie przywiązania do klubu i posiadania realnej władzy wśród kibiców. Która grupa ma największy wpływ na to co się dzieje na trybunach? W Polsce wciąż są to chuligani-pseudokibice. Jest to grupa bardzo nieliczna, ale dość dobrze zorganizowana, która utrzymuje swoją pozycję dzięki przewadze fizycznej. Można śmiało stwierdzić, że terroryzuje ona trybuny polskich stadionów. Wśród kibiców najbardziej znanych polskich klubów istnieją największe grupy chuligańskie liczące po 100-200 osób. Uważają się oni za żołnierzy walczących o honor klubu. Mówią, że kochają swój klub i jego dobro jest dla nich najważniejsze. Bronią barw klubowych przed innymi chuliganami (mówią o sobie z angielskiego „hools" lub po polsku - kibole), biją się z pseudokibicami innych drużyn, aby stać się najpotężniejszą grupą, o największym uznaniu. Awantury i bijatyki uznają za sens swojego życia. To oni najczęściej wywołują bójki na stadionach i umawiają się na „pojedynki" w lasach, na drogach czy parkingach. Dla nich na pierwszym miejscu jest walka, choć biorą często też udział w dopingu. Są wciąż stałym elementem krajobrazu na polskich stadionach.
Proporcja poglądowa, policzona z dwóch liczb podanych wyżej: grupa chuligańska 100-200 osób wobec kilkunastu tysięcy widzów na meczu I ligi. Około jednego procenta - i to ten jeden procent ustala reguły na trybunach.
Część II - Dlaczego nikt ich stamtąd nie usunie
Nienawiść jako spoiwo
Chuligani niestety mają poparcie wśród „ultrasów" i części kibiców zaangażowanych. Są zbrojnym ramieniem braci kibicowskiej. Ta chora sytuacja wynika z podejścia do kibicowania, które w tych trzech grupach jest podobne. Oprócz miłości do klubu, przywiązania, gotowości do poświęceń (jeżdżenie za klubem tysiące kilometrów, poświęcanie czasu, zdzieranie gardeł) ich jedność opiera się na nienawiści do policji i innych klubów. Jest ona szczególnie silna pomiędzy klubami z tego samego miasta, np. w Krakowie to kibice Wisły, Cracovii i Hutnika, w Łodzi Widzewa i ŁKSu, w Trójmieście Arki i Lechii, w Warszawie Legii i Polonii, że wymienimy te najważniejsze. Te konflikty istnieją pewnie od zawsze, czyli od pierwszych derbowych meczów i są pielęgnowane do dziś. Trudno jest zrozumieć jak można żywić taką nienawiść do innego klubu, ale jeszcze trudniej zrozumieć jak może się to przekładać na nienawiść i co gorsza, agresję do drugiego człowieka. Doprawdy nie sposób pojąć, że ci ludzie są gotowi pobić a nawet zabić tylko dlatego, że ktoś kibicuje innej drużynie, albo jest z innego miasta. Patriotyzm lokalny? Brzmi to jak żart i to kiepski...
Układ, który działa do czasu
Można zadać sobie pytanie dlaczego wciąż toleruje się tych niebezpiecznych przestępców na trybunach? Sprawa nie jest tak prosta jakby mogło się wydawać. W przeciwnym razie problem byłby już dawno rozwiązany. Wobec braku nowoczesnych stadionów bardzo trudno jest usunąć chuliganów ze stadionów. Oprócz częściowego poparcia innych kibiców i braku infrastruktury o których już pisaliśmy jest jeszcze kilka czynników. Po pierwsze długo funkcjonowało i większości polskich klubów nadal funkcjonuje, przeświadczenie że z tymi ludźmi można się dogadać. Naiwnością byłoby sądzić, że są to sami „bezmózgowcy", prosto z siłowni, wprost przeciwnie, są wśród nich ludzie wykształceni odnajdujący się bardzo dobrze w systemie prawnym. Są członkami oficjalnych stowarzyszeń - klubów kibica i sami w ten sposób uzurpują sobie prawo bycia przedstawicielami wszystkich kibiców! Prowadzi to do sytuacji, że władze klubów (organizatorzy meczów) wchodzą z nimi w formalne lub nieformalne porozumienia, ogólnie rzecz biorąc, dotyczące bezpieczeństwa na trybunach. W zamian za zachowanie status quo chuligani obiecują, że na stadionie nie będzie dochodziło do awantur. I rzeczywiście w wielu klubach ta polityka sprawdzała się i dalej się sprawdza, ale po przykładzie warszawskiej Legii widać jak jest ona krótkowzroczna. Nie można opierać się na nieformalnych układach z przestępcami. Władze klubów ufają grupom kiboli, jednak porządek na stadionie jest do czasu aż nie zmienią oni zdania, a klub nie ma na to wpływu. Osobiście cieszymy się, że w Warszawie obudzono się z tej utopii. Jednak nie chodzi tylko o tolerowanie chuliganów. Sytuacja tak naprawdę jest nie do rozwiązania. Przyczyny tych zachowań tkwią w mentalności, a tego zmienić się niestety nie da.
Wariant brytyjski i jego cena
W Polsce wciąż przywołuje się przykład Wielkiej Brytanii jako skuteczny sposób na wyrzucenie chuliganów ze stadionów. Rzeczywiście tam udało się to osiągnąć, jednak ogromnym kosztem i nie chodzi tu o miliony funtów wydane na stadiony. Tam po prostu zmieniono publiczność. Na meczach większość stanowią teraz osoby z trzeciej i czwartej grupy (te, które udało się zachęcić). Jak to się udało zrobić? W bardzo prosty sposób - postawiono barierę cenową tak wysoką, że większość osób które przychodziły do tej pory na mecze musiała z tego zrezygnować. Są niejako zmuszeni do oglądania swych ukochanych drużyn w telewizji, w barach. Zdecydowanie ucierpiał na tym doping. Nie spotyka się już tam fanatycznie śpiewających przez 90 min. kibiców, flag i całych opraw meczów. Trochę szkoda by było jakby w Polsce również rozwiązania poszły w tę stronę. Choć jeśli ma to ucywilizować widowiska sportowe to może warto?
Część III - Kwiecień 2005
Tydzień, w którym niemożliwe stało się możliwe
W 2005 roku przez chwilę wydawało się jednak, że niemożliwe stało się możliwe. Wydawało się, że kibice mogą zmienić swoje podejście. Mieliśmy wtedy do czynienia ze spontanicznym działaniem grup kibiców w całej Polsce na rzecz pojednania. Odejście Papieża Polaka uświadomiło wielu kibicom, że można myśleć inaczej o drugim człowieku, nawet jeśli kibicuje innemu klubowi. W głowach wielu kibiców w Polsce pojawiło się pytanie: po co tyle nienawiści?
Szczecin
Mecz I ligi Pogoń - Lech zostaje przerwany przez samych kibiców po wiadomości ze Stolicy Apostolskiej. Kilkanaście tysięcy ludzi w ciszy wychodzi ze stadionu.
Kraków, stadion Cracovii
Wspólna msza kibiców Cracovii, Wisły i innych klubów. Ponad 20 tysięcy osób. Na koniec cały stadion skanduje: „Pojednanie, pojednanie!".
Rzeszów, forum internetowe
Zapowiedź wspólnej modlitwy kibiców Resovii i Stali: w barwach klubowych, każdy ze zniczem.
Rzeszów, Rynek
Msza w intencji Jana Pawła II z udziałem kibiców obu rzeszowskich klubów.
Kraków, Błonia i Rynek
25 tysięcy kibiców z całej Polski śpiewa „Barkę", wiąże szaliki, skanduje „Pojednanie dla Papieża". Pochód wielokrotnie okrąża Rynek, dołączają mieszkańcy.
Białystok i Łomża
Radio Białystok podaje, że białostoccy kibice chcą się pojednać z fanami ŁKS Łomża, a ci deklarują gotowość.
Wilno i Kowno
Pojednanie wychodzi poza Polskę i poza piłkę: kibice koszykarskich Lietuvos Rytas i Żalgirisu przechodzą głównymi alejami obu miast. Na Litwie po raz pierwszy.
Kolejność i daty zgodnie z relacjami przytoczonymi w tej pracy. Sama praca mówi o „trzech dniach" między mszą na Cracovii a marszem na Błoniach, choć wskazuje też, że marsz odbył się w piątek.
W tym „magicznym" tygodniu po śmierci Karola Wojtyły media w Polsce donosiły o pojednawczych inicjatywach kibiców w różnych częściach Polski. Wszystko zaczęło się od meczu Lecha z Pogonią, który to mecz - po dotarciu bardzo złych wiadomości ze stolicy apostolskiej - został przerwany, właśnie przez kibiców. Wtedy też kilkanaście tysięcy ludzi w ciszy wychodziło ze stadionu. Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo. Na gigantycznej mszy świętej na stadionie Cracovii (ukochanego klubu Papieża) spotkali się kibice Wisły i wspomnianej Cracovii. Wszystko dla Ojca Świętego, dla uczczenia jego pamięci. W tym samym czasie pojednanie zapowiedzieli kibice wielu innych zwaśnionych klubów w tym kibice śląskich i zagłębiowskich klubów. Dziewiątego kwietnia Radio Białystok podało: „Białostoccy kibice chcą się pojednać z fanami ŁKS Łomża. - Kibice z Łomży zapewniają, że jeśli taka propozycja zostanie złożona do pojednania dojdzie."1 Osiemnastego kwietnia serwis kresy24.pl podał, że „W Wilnie i w Kownie odbędzie się akcja pojednania kibiców czołowych drużyn koszykarskich - wileńskiego „Lietuvos Rytas" i kowieńskiego „Żalgirisu". Takie pojednanie odbędzie się na Litwie po raz pierwszy. Wielokrotnie spotkaniom dwóch najmocniejszych litewskich ekip koszykarskich towarzyszyły burdy kibiców. Organizator sobotniej akcji pojednania fotografik Tomas Tumaloviczius uważa, że agresję powinny zastąpić dobre emocje. Uczestnicy akcji będą nieśli ogromne plakaty ze zdjęciami koszykarzy. Pochody w Wilnie i w Kownie przejdą głównymi alejami miast - w Wilnie Aleją Gedymina, a w Kownie Aleją Laisves."2 Szóstego kwietnia na forum rzeszow.pl: „W najbliższy czwartek 7 kwietnia 2005 o godzinie 19:00 na rzeszowskim Rynku odbędzie się Msza Święta w intencji Ojca Świętego Jana Pawła II z udziałem kibiców Resovii i Stali Rzeszów !!! . O godzinie 18 odbędzie się wspólna modlitwa, a później obie drużyny wyruszą wspólnie na Mszę Świętą na rynek. Wszyscy w barwach klubowych i obowiązkowo każdy niech weźmie ze sobą znicz".3 Podobne przykłady można by było mnożyć dalej. Jednymi z bardziej znanych były spotkania kibiców śląskich klubów i warszawskich pod kościołem św. Anny. Jednak najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia krakowskie.
Kraków, czyli miejsce, gdzie to naprawdę było widać
W Krakowie doszło do niesamowitych scen, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Okazało się, że rozsądni ludzie i prawdziwi kibice potrafią się dogadać i coś razem ustalić. Udało się zorganizować wspólną mszę świętą kibiców Cracovii, Wisły i innych klubów, na którą przybyło ponad 20 tys. ludzi4 aby modlić się za duszę Jana Pawła II i przekazać sobie znak pokoju.
„Koniec świętej wojny! Jesteśmy Mu to winni, po prostu dosyć nienawiści. My się nie szanujemy. (...) Zrobię wszystko, żeby kibice w Krakowie zaczęli się szanować. Dla Niego to zrobię"
kibic Wisły, wpis na forum internetowym „Pasów"
Wygłaszający kazanie duszpasterz Cracovii ks. Henryk Surma nawoływał: - Każdy z nas powinien być bogaty w miłość, nie odrzucajmy tego papieskiego przesłania. Nie zmieniajmy serc w kamienie. Musi się w nas coś zmienić. Nie zawiedźmy Ojca. Większość przekazała sobie znak pokoju. Nie wszyscy. Ci drudzy, nieliczni, mówili: - Przyszliśmy tu dla Papieża, a nie dla pojednania. Jednak w samej końcówce mszy cały stadion już razem skandował słowo: „Pojednanie, pojednanie!". Trzy dni później Kraków oniemiał. 25 tysięcy kibiców z całej Polski śpiewało na Błoniach „Barkę", wiązało szaliki, skandowało „Pojednanie dla Papieża". A kiedy rozśpiewani fani wielokrotnie okrążali Rynek, wielu krakowian przyłączało się do pochodu. - „Nie ma lepszego od Jana Pawła Drugiego!", „Wszyscy to wiecie, Wojtyła rządzi na świecie!", „Dla Papieża morze łez! Wisła, Pasy, HKS!", „Każdy to powie, Wojtyła rządzi w Krakowie!" - skandowali kibice Cracovii, Wisły i Hutnika, którzy w piątek wieczorem podbili swym entuzjazmem serca mieszkańców miasta. - Niesamowite, oni idą wszyscy razem - śmiała się 70-letnia pani Daniela, która przechodzącym przez Rynek kibicom przybijała „piątki". - Nie sądziłem, że tego dożyję - wtórował jej starszy pan, w młodości hokeista Cracovii.5 Marsz kibiców zintegrował fanów z całej Polski. Najwięcej emocji wzbudziły jednak relacje między wiślakami a pasiakami. Pozbawione nienawiści, pogardy, wręcz obojętne, zaskoczyły malkontentów, którzy twierdzili, że atmosfery pojednania z poniedziałkowej mszy świętej na Cracovii nie uda się utrzymać. - Przez dziesięć lat bałem się krwawego żniwa „świętej wojny" - mówił 35-letni Adam, fan Cracovii, który na marsz przyszedł z siedmioletnim synem. - A teraz jestem pewny, że będzie inaczej. Coś w nas drgnęło. - Przygniatająca większość kibiców chce zdrowej rywalizacji - nie ma wątpliwości 24-letni „Gutek", fan Wisły z Wieliczki. Jego zdaniem przywódcy radykalnych szalikowców poczuli się w swej nienawiści zbyt pewnie. - Małolaty czciły ich jak bogów, wystarczyło skinienie i spirala nienawiści nakręcała się bardziej. Teraz wodzowie czują, że tracą grunt pod nogami. Za dużo się wydarzyło. Czas na pokój.
Msza kibiców Wisły i Cracovii, kwiecień 2005. Nagranie z YouTube (kanał eRadioMaryja) - jedno z dwóch, które przetrwały z czterech osadzonych w oryginalnej wersji tej pracy.
Pojednanie kibiców Legii i Polonii, kwiecień 2005. Nagranie z YouTube (kanał Szymon Wochal).
Część IV - Sprawdzian teorią
Czy to w ogóle był ruch społeczny?
Kwiecień 2005 roku jednak odszedł w przeszłość... Jednak czy mieliśmy do czynienia z ruchem społecznym?
Prof. Sztompka pisząc o ruchach społecznych wskazuje na cztery konstytutywne elementy, które charakteryzować powinny każdy ruch społeczny. Są to:
Kryterium 1
Istnienie zbiorowości ludzi działających razem
„Nie ulega wątpliwości, że kibice działali razem" - choć nie wszystkie grupy kibiców opowiadały się za pojednaniem.
Kryterium 2
Wspólny cel działania zbiorowego, którym jest zmiana ich społeczeństwa definiowana przez uczestników w podobny sposób
Porzucenie wzajemnej nienawiści, zaprzestanie bijatyk, oddanie hołdu zmarłemu Papieżowi. „O tych celach mówili wszyscy dążący do pojednania kibiców".
Kryterium 3
Relatywnie rozproszona zbiorowość, z niskim poziomem organizacji formalnej
„Dominują tutaj więzi nieformalne". Nie jest możliwe, aby wszyscy kibice jednego klubu znali się nawzajem.
Kryterium 4
Wysoki poziom spontaniczności cechujący działania, które przyjmują niezinstytucjonalizowane, niekonwencjonalne formy
Msze na stadionach, marsze, umawianie się przez internet. „Może właśnie dlatego pojednanie tak szybko okazało się niemożliwe w dłuższej perspektywie czasu?"
Patrząc na wydarzenia, które mogliśmy obserwować wiosną 2005 roku, twierdzimy że pojednanie kibiców do którego wówczas doszło nosi znamiona ruchu społecznego. Nie ulega wątpliwości, że kibice działali razem (choć nie wszystkie z wymienionych wcześniej grup kibiców opowiadały się za pojednaniem). Wspólnym celem kibiców było porzucenie wzajemnej nienawiści, wrogości, nieracjonalnych uprzedzeń, zaprzestanie chuligańskich bijatyk i wreszcie oddanie hołdu zmarłemu Papieżowi. O tych celach mówili wszyscy dążący do pojednania kibiców. Społeczność kibiców cechuje z całą pewnością niski poziom organizacji formalnej, dominują tutaj więzi nieformalne. Nie jest też możliwe, aby wszyscy kibice danego klubu znali się nawzajem stąd też można powiedzieć, że zbiorowość jest relatywnie rozproszona. Wydarzenia z omawianego okresu, których głównymi bohaterami i inicjatorami byli kibice cechowała też spontaniczność i niekonwencjonalność (może właśnie dlatego pojednanie tak szybko okazało się niemożliwe w dłuższej perspektywie czasu?).
Jeśli chodzi o sposób w jaki narodził się ruch pojednawczy kibiców, to naszym zdaniem można powiedzieć, że była to jawna zmiana rodząca się oddolnie (za klasyfikacją prof. Sztompki). Twierdzimy tak dlatego, że pojednanie kibiców było głównym, a więc nie ukrytym i nie ubocznym, celem rodzącego się ruchu, a kształtowany on był oddolnie, „od środka" przez samych kibiców.
Jak już wspomnieliśmy, każdy ruch społeczny spełnia jakiś cel. W tym przypadku jest to ogólnie rzecz ujmując pojednanie kibiców piłkarskich, które można zaklasyfikować jako cel pozytywny. Z drugiej strony wskazać można także na cel negatywny realizowany przez ten ruch, mianowicie walkę z bandytyzmem i przemocą na stadionach.
Ponadto niebagatelną rolę w kształtowaniu się ruchu społecznego jakim było pojednanie kibiców po śmierci Jana Pawła II odegrały z pewnością media. Tego wieczoru, kiedy odszedł od nas papież, rozgrywany był mecz I ligi piłki nożnej w Szczecinie. To właśnie za pośrednictwem środków masowego przekazu kibice obu drużyn dowiedzieli się o śmierci papieża i solidarnie w ciszy opuścili stadion. Mass media i środki masowego przekazu odegrały także ogromną rolę w dalszym kształtowaniu się pojednania kibiców, którzy na wiele spotkań, marszów, mszy umawiali się za pośrednictwem Internetu.
Rozpatrując pojednanie kibiców z 2005 roku według innych jeszcze kryteriów zaproponowanych przez prof. Sztompkę, można powiedzieć, że ruch ten miał charakter reformatorski. Przesadą naszym zdaniem byłoby stwierdzenie, że dążył on do zmiany społeczeństwa (choć z pewnością miał na celu zmianę mentalności i hierarchii wartości kibiców). Dążył on raczej do zmiany w społeczeństwie, a dokładniej do zmiany skandalicznego niejednokrotnie zachowania kibiców. Pojednanie kibiców miało być w pewnym sensie oddaniem czci osobie zmarłego papieża, tym samym wpisało się w szereg innych wydarzeń w całym kraju, których mniej czy bardziej świadomym celem była swego rodzaju „moralna reforma" w naszym społeczeństwie.
Część V - Epilog
Rok później: „łże pojednanie"
Dziś z perspektywy czasu można stwierdzić, że omawiany ruch społeczny był bardzo nietrwały i nie osiągnął swojego celu, skończył się porażką... Redaktor Agaton Koziński we Wprost nr 16/2006 napisał o „łże pojednaniu".
„Wieczór 22 marca 2006. 23-letni Mariusz wraca do domu po meczu hokeja Cracovia - GKS. Dopada go grupa wiślaków. Krzyczą: „To za Marcina, śmierć za śmierć". Uderzają nożem, kopią leżącego. Bicia zaprzestaną dopiero wtedy, gdy chłopak przestanie się ruszać. Mariusza uratował strażnik z pobliskiego targowiska, który wezwał pomoc.
Na policji Mariusz powiedział, że nożem zranił się sam. To święta zasada: kibice Cracovii nie składają zeznań, bo - jak mówią - „nie chcą się pucować".
Zasadą jest również, że każdy taki napad prosi się o rewanż. Noc z 6 na 7 kwietnia. Dwudziestokilkuletni Tomek ze Skawiny, miasta przylegającego do Krakowa, kibic Cracovii, siedzi z kolegami pod blokiem. Podchodzi do nich kilkunastu młodych ludzi. Tomek nie zdążył uciec; dostał dwadzieścia pchnięć nożem. Początkowo w szpitalu nie dawano mu szans na przeżycie. Lecz napastnikom było mało. Nad ranem czterema samochodami podjechali pod szpital MSWiA przy ulicy Galla, chcieli wtargnąć do środka i odnaleźć pociętego chłopaka. Atak odparła ochrona i pracownicy szpitala. Zatrzymano kilkadziesiąt osób."6
W Internecie można było znaleźć takie wpisy:
„Wojna między fanami drużyn będzie trwała bez względu na sytuację w kraju. To jest nasze życie, wiara w klub, dla którego jesteśmy gotowi zrobić wszystko. (...) Nie było mowy o żadnym pojednaniu. To wymyśliły jakieś mięczaki - księża, piknikowcy i młodzież, a rozdmuchała prasa."
„Tedy boy", kibic Legii7
Pełny cytat brzmiał: „Chuligani pytani o pojednanie w ubiegłym tygodniu podczas żałoby narodowej, wzruszali tylko ramionami. - Wojna między fanami drużyn będzie trwała bez względu na sytuację w kraju. To jest nasze życie, wiara w klub, dla którego jesteśmy gotowi zrobić wszystko. Chodzimy na mecze, bijemy się za drużynę. Łączą nas więzy krwi, cel i wiara w pomyślną przyszłość naszego klubu. Nie było mowy o żadnym pojednaniu. To wymyśliły jakieś mięczaki - księża, piknikowcy i młodzież, a rozdmuchała prasa. My przeżywaliśmy śmierć papieża sami, w głębi duszy. Nie musieliśmy chodzić na marsze i bratać się z kibicami innych drużyn. Bo nie moglibyśmy przyrzec, że nie będziemy się bić. My bronimy honoru naszego klubu - Legii - mówi Tedy boy."
A jednak to się wydarzyło naprawdę
Ale czy to jest zdanie wszystkich miłośników sportu? Czy rzeczywiście było tak jak to opisano powyżej? Może nie ma wymiernego, widocznego efektu, ale to co działo się w tym kwietniowym tygodniu było realne. Tak wspomina to uczestniczka mszy św. na stadionie Cracovii: „Cisza, spokój i tylko cichy szmer nadchodzących coraz to większych ilości ludzi. Nikt nie przeklina, nikt się głupio nie śmieje, nie słychać obelżywych piosenek ani popisów pijanych kibiców.
Jeden koło drugiego zajmują miejsca na stadionie. Nawet rzadko słychać rozmowy. W powietrzu czuć niezwykłą atmosferę, jakby miało wydarzyć się coś długo wyczekiwanego.
Ze wszystkich stron stadionu nadciąga „fala" ludzi: kibiców, kobiet, a nawet i dzieci. Wszyscy pragną być w tym niezwykłym czasie, w tak ważnym miejscu. Wydaje się, że to „cud"... Ludzie dosłownie przecierają oczy ze zdumienia: kibic Cracovii podąża ramię w ramię z kibicem Wisły i Hutnika. Coś co wydawało się być rzeczą właściwie nie do zrobienia, stało się tak nagle, tak spontanicznie, dzięki jednej osobie. Jednej - ale za to jak wielkiej...
Zdumiewające jest, że ludzie, zwłaszcza młodzi na których wydawałoby się Kościół, może wpłynąć ostatni, jak na jeden sygnał porzucili opatrznie rozumiany honor, dumę, nieuzasadnione waśnie i wspólnie zakopali ciągnący się wiele lat „wojenny topór"...
Zadziwiające jest, że obyło się bez policji, przepychanek, szarpanin. Nikogo nie trzeba było upominać, każdy wiedział w jakim celu tu przyszedł... Choć może idąc na tę niezwykłą Mszę nie każdy od razu myślał o pokoju to jednak będąc tam, czując tę atmosferę, a właściwie można by rzec duchową obecność Papieża, nie dało się myśleć inaczej..."8 Chcemy wierzyć, że to pojednanie naprawdę miało miejsce i było udziałem prawdziwych kibiców. Świetnym podsumowaniem będzie komentarz Katarzyny Kolendy-Zaleskiej dla Dziennika:
„Śmierć Papieża wyzwoliła w nas w tych dniach ogromne pokłady dobra, odbywaliśmy - jak to się później mówiło - narodowe rekolekcje i chociaż nie trwało to długo, dobrze, że coś takiego przeżyliśmy, bo dzięki temu mamy do czego się odwoływać."
Katarzyna Kolenda-Zaleska9
Dalsza część tego komentarza: „Myślę, że to nasze ówczesne pojednanie, gesty w postaci pogodzenia kibiców rywalizujących ze sobą drużyn, będzie procentować w przyszłości. Zawsze można do tego wrócić, przypomnieć sobie tamto doświadczenie, kiedy byliśmy lepsi, bo może pomóc nam znów stać się lepszymi."
Część VI - Bilans
Który scenariusz się spełnił
Wracając do teoretycznych rozważań, zastanówmy się teraz jak sklasyfikować ruch pojednawczy kibiców z 2005 roku w świetle jego ostatecznego rezultatu. Pisząc o zakończeniu działalności przez ruch społeczny prof. Sztompka wskazał dwie potencjalne możliwości: po pierwsze ruch osiąga cel dla którego został powołany do życia, traci swój sens istnienia i rozwiązuje się. W drugim przypadku ruch nie osiąga sukcesu, zamierzonego celu - zostaje pokonany lub wyczerpuje się entuzjazm jego członków.
Scenariusz pierwszy
Ruch osiąga cel
Cel zostaje zrealizowany, ruch traci sens istnienia i sam się rozwiązuje. To zakończenie przez sukces.
Scenariusz drugi - ten się spełnił
Ruch wyczerpuje się
Ruch nie osiąga zamierzonego celu: zostaje pokonany albo wyczerpuje się entuzjazm jego członków. Tak potoczyły się losy pojednania kibiców.
Los ruchu kibicowskiego dążącego do pojednania zwaśnionych fanów potoczył się w naszej opinii niestety według tego drugiego, negatywnego scenariusza. Ludzie działający pod wpływem impulsu jakim była śmierć papieża, pełni entuzjazmu poczuli w sobie moc i siłę by dokonać to, czego być może pragnęli już od dawna - przywrócenia normalności na polskich stadionach i w relacjach między kibicami różnych klubów. Niestety ruch ten napotkał na problemy (np. niechęć nielicznej aczkolwiek dominującej grupy kibiców-chuliganów), wobec których początkowy entuzjazm okazał się zbyt słaby (sam entuzjazm i chęć zmiany nie wystarczą...?). Stąd też rozpatrywany tylko w perspektywie bezpośredniego osiągnięcia celu (pojednania kibiców) ruch ten nie osiągnął sukcesu, o czym świadczą liczne przypadki wandalizmu a wręcz bandytyzmu po 2005 roku.
Jednak naszym zdaniem w dłuższej perspektywie dążenia zapoczątkowane przez ten ruch, dzięki aprobacie opinii publicznej, mediów, mogą przełożyć się na konkretne działania rządu i miejmy nadzieje „wykopanie" patologicznych zachowań z polskich stadionów. Obecnie powstaje rządowy program mający na celu walkę ze stadionowymi chuliganami. Być może działania te nie są oparte na tak wzniosłych wartościach jakimi kierował się ruch kibiców dążący do pojednania, jednak w ostatecznym rozrachunku mogą osiągnąć podobny skutek. Podsumowując, uważamy że ruch społeczny kibiców dążący do pojednania tego środowiska po śmierci Jana Pawła II zakończył się porażką, jednak przyczynił się do rozpoczęcia debaty publicznej na temat chuligaństwa na stadionach i istnieje realna szansa, że choć innymi środkami i przez inne podmioty, cel zostanie zrealizowany.
Komentarz z 2026 roku
Dwadzieścia lat później: jedyna droga, jaką znam
Uwaga
Tu kończy się praca z 2006 roku. Wszystko poniżej dopisałem dzisiaj, po dwudziestu latach obserwowania tego, co dzieje się w sporcie i na trybunach.
Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła przy przenoszeniu tego tekstu: on się prawie nie przeterminował. Zmieniło się otoczenie, nie mechanizm. Ostatnie zdanie pracy mówi o „rządowym programie, który dopiero powstaje" i to akurat okazało się prorocze, choć nie w sposób, który wtedy przewidywaliśmy. Zmieniły to nie pojednanie i nie przemiana serc, tylko przepisy i beton: ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych, zakazy stadionowe, identyfikacja kibiców, monitoring, a przede wszystkim stadiony zbudowane na Euro 2012. Dokładnie ta „nowoczesna infrastruktura", której brak wskazywaliśmy jako jedną z przyczyn bezradności.
Skutek jest połowiczny i nie taki, o jakim marzyli ludzie na Błoniach. Z trybun w Ekstraklasie zniknęła regularna przemoc, wróciły rodziny z dziećmi, a doping i oprawy są dziś na poziomie, o jakim w 2006 roku nikt nie śmiał myśleć. Ale bójki nie zniknęły. Przeniosły się poza stadion, w umówione miejsca, dokładnie tak, jak opisywaliśmy w części o „pojedynkach" w lasach i na parkingach.
Kto dziś siedzi na trybunach
Zmieniło się też coś, czego na naszym ówczesnym rysunku w ogóle nie widać. Kibiców okazjonalnych narysowaliśmy jako mały owal poza stadionem - bo w 2006 roku faktycznie tam byli, przed telewizorem. Dziś siedzą na trybunach i moim zdaniem stanowią mniej więcej połowę ludzi na meczu.
Nie chodzą na każdy mecz i nie prowadzą dopingu. Czasem wstaną, czasem posłuchają przyśpiewek bardziej jako widownia niż jako uczestnicy. Przychodzą obejrzeć piłkę na żywo, wypić piwo, pogadać ze znajomymi - bo to jednak inne przeżycie niż transmisja. To zwyczajna rozrywka i w całej tej historii jest to najlepsza wiadomość.
Ten sam obrazek, ale dzisiaj. Kibice okazjonalni przestali być owalem poza stadionem - siedzą na trybunach i to oni są dziś największą grupą na meczu. Wielkość kół jest poglądowa, a same proporcje to moja obserwacja z 2026 roku, nie dane z pracy.
Dwie rzeczy, które naprawdę działają
Po tych dwudziestu latach uważam, że na chuligaństwo na trybunach działają tylko dwie rzeczy. Obie są nudne i obie działają obok ludzkich intencji, nie dzięki nim.
Droga pierwsza
Bogatsze społeczeństwo
Działa sama z siebie i nikogo nie wyklucza, ale bardzo powoli. Mniej biedy to mniej ludzi szukających sensu w bijatyce. Nie da się tego wdrożyć decyzją ani programem.
Droga druga - ta, która działa szybko
Cena biletu
Skuteczna i sprawdzona, ale działa przez wymianę publiczności. Z trybun znikają nie tylko chuligani, tylko wszyscy, dla których bilet staje się za drogi.
Pierwsza to po prostu bogacenie się społeczeństwa i to jedyna droga, którą nazwałbym zdrową. W Polsce jest dziś bezpieczniej niż w latach dziewięćdziesiątych, przestępczości jest mniej, ludziom żyje się lepiej. Mniej osób szuka adrenaliny, przynależności i poczucia własnej ważności w bijatyce na parkingu, bo ma co robić ze swoim życiem. To działa powoli, samo z siebie i nikt tego nie musi ogłaszać.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że samo środowisko zmieniło się w tym czasie na gorsze.
Dziś grupy chuligańskie i przestępczość zorganizowana mocno się przenikają. Chodzi głównie o handel narkotykami i o rolę „ramienia siłowego" dla grup przestępczych, a całe środowisko przecina się z częścią klubów mieszanych sztuk walki. Policja rozpracowała i ujawniła sporo takich spraw.
Nie znaczy to, że każdy chuligan działa w grupie przestępczej. Ale te dwa światy leżą dziś znacznie bliżej siebie niż w 2006 roku, kiedy pisaliśmy o „żołnierzach walczących o honor klubu".
A wpływ tych grup na polskie kluby wciąż jest duży. To akurat jedno z tych zdań sprzed dwudziestu lat, których przy przenoszeniu nie musiałem ruszać.
Druga droga i jej cena
Druga rzecz to cena biletu. Kiedy patrzę na kraje zachodnie, nie widzę żadnej innej drogi, która realnie zadziałała. W Anglii nie chodziło o same ładne stadiony, tylko o wymianę publiczności. Ceny podniesiono tak wysoko, że produkt stał się niedostępny dla biedniejszych, a przy okazji dla tych agresywnych. Napisaliśmy o tym w 2006 roku jako o czymś, czego „trochę szkoda by było". Dziś myślę, że to po prostu jedyne, co działa szybko.
Koszt jest realny i mam z nim problem. Traci klasa robotnicza i ludzie nieuprzywilejowani, czyli dokładnie ci, z których piłka wyrosła. Tracą dostęp do widowiska na żywo, zostają im transmisje w telewizji i w internecie. Doping siada. W zamian dostajemy trybuny spokojne, rodzinne, bez prostactwa, chamstwa, wyzwisk i przemocy. Oglądanie piłki na żywo staje się w pewnym sensie elitarne.
Nie mam złudzeń, że stoją za tym wyłącznie dobre intencje. Stoją za tym pieniądze i chęć zwiększenia zysków. Ale pozbycie się chuliganów jest tego świadomym skutkiem, a nie przypadkiem. I obstawiam, że w Polsce z czasem pójdzie to tą samą drogą.
To wniosek częściowo smutny, bo piłka wyszła ze środowisk robotniczych i tam była najbardziej swoja. Jest takie stare angielskie powiedzenie:
„Piłka nożna to dżentelmeńska gra dla chuliganów, a rugby to chuligańska gra dla dżentelmenów."
stare angielskie powiedzenie
Wciąż jest w tym sporo prawdy. A jednak to piłka zdobyła świat, nie rugby. Zdobyła go jako gra dostępna dla każdego i tym bardziej szkoda, jeśli powoli przestaje taka być.
Wracając do pytania z 2006 roku: cel negatywny tamtego ruchu, czyli ograniczenie przemocy na stadionach, został w dużej mierze osiągnięty - tylko zupełnie innymi środkami, niż wyobrażali sobie ludzie na Błoniach. Cel pozytywny, czyli samo pojednanie, nie. Nasza ówczesna diagnoza się obroniła. To dlatego warto było tę pracę odkopać.
Przypisy
- Radio Białystok, za: 4lomza.pl/index.php?wiad=3870 (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- kresy24.pl, kresy24.pl/showNews/news_id/1730/ (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Forum rzeszow.pl, wątek „Pojednanie kibiców Resovii i Stali" (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Serwis Gazeta.pl poświęcony Janowi Pawłowi II, serwisy.gazeta.pl/jp2/1,72542,2638031.html (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Gazeta Wyborcza Kraków, miasta.gazeta.pl/krakow/1,88160,2645614.html (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Gazeta.pl, dział Kraj, serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3284541.html (dostęp: 2006). wróć do tekstu
- Wypowiedź z forum internetowego (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Teraz Pasy, publicystyka, artykuł „Pojednanie" (dostęp: 2005). wróć do tekstu
- Katarzyna Kolenda-Zaleska dla Dziennika, „Świat się walił, a ja musiałam normalnie pracować" (dostęp: 2006). wróć do tekstu
Czytaj dalej
Ciekawostki / świat
Messi najlepszym piłkarzem wszech czasów? Nasz autorski ranking w liczbach
Ciekawostki / świat
Gospodarczy prymus, sportowy maruder. Dlaczego Polska nie przekłada rozwoju na sport?
Technologie i dom · Tipy ułatwiające życie · Ciekawostki / świat
AI od zera. Jak zacząć, nie tracąc czasu i nerwów?